poniedziałek, 3 lipca 2017

Tobey Maguire kontra Andrew Garfield, czyli ofiara losu kontra prawdziwy Spider-Man



Spider-Man: Homecoming na horyzoncie, gdzie więcej miejsca do popisu po gościnnym występie w "Civil War" będzie miał Tom Holland, jestem pozytywnie nastawiony co do jego roli, powiem więcej, jestem o nią spokojny. W tym poście jednak o czym innym. Kto z poprzednich odtwórców roli Spider-Mana był lepszy? Pojedynek Andrew Garfielda i Tobey'a Maguire'a od lat wywołuje w sieci kontrowersje. A ja pukam się w głowę i nie mogę zrozumieć jak to jest możliwe, bo zwycięzca tutaj jest jeden i wątpliwości nie ma absolutnie żadnych. Wybaczcie, że zdradzę "puentę" tego posta na samym jego początku, ale nie mam tu czego ukrywać. Andrew Garfield to aktor tak świetny zarówno jako Parker jak i Spider-Man, że jego poprzednik nie ma żadnego startu do niego, a jego następca - Holland, będzie miał bardzo trudne zadanie. I o ile wiem, że poradzi sobie dobrze, tak jak już mówiłem, to jestem jednak pewny, że Garfielda nie przebije. Nikt tego nie zrobi, na pewno nieprędko. 

środa, 3 maja 2017

"Daredevil" - Sezon 1, czyli sprawiedliwość jest ślepa



Czasem zastanawiam się, jak oni to robią. Marvel Studios zdaje się posiadać jakiś sprawdzony przepis na sukces. Wszystko co wychodzi spod ich szyldu okazuje się obowiązkowo hitem pod względem komercyjnym, ale także docenionym przez opinię publiczną jako idealny przykład w gatunku produkcji superhero. Rozgryzłem ich, doszedłem do oczywistej konkluzji. Skubańce zawarli pakt z diabłem. A jakby tego było mało, jeszcze zrobili z nim serial!

Mowa oczywiście o wspólnej produkcji Marvel Studios, ABC, oraz internetowej platformy Netflix – serialu „Daredevil”, będącego częścią filmowego uniwersum. „Daredevil” to produkcja, która rzuciła zupełnie nowe światło na seriale oparte na przygodach superherosów, wprowadziła zupełnie nową jakość i poszła w kierunku, w którym jak dotąd żadna inna seria, ani film, nie poszła. Po tym serialu nic nie było już takie samo, a na wszystkie komiksowe produkcje już zawsze patrzę przez pryzmat produkcji Netflix. Tak jest, panie i panowie. Mówiąc najbardziej kolokwialnie jak się tylko da: Pierwszy sezon „Daredevila” już na początku pierwszego odcinka łapie za jaja i nie puszcza aż do ostatnich sekund finału. Jest TAK dobry.

wtorek, 18 kwietnia 2017

"Supernatural", czyli serial nie z tego świata



Gdyby jakiś czas temu ktoś powiedział mi, że pojawi się w moim życiu serial, którego nie będę miał dosyć po 12 sezonach i prawie 300 odcinkach (anime oczywiście nie liczę) to kazałbym się tej osobie puknąć w głowę. Najlepiej jakimś ciężkim przedmiotem typu cegła, tak bardzo niemożliwe i szalone mi się to wydawało, że uznałbym, że ma ona nie do końca równo pod sufitem. Jak to jednak bywa, oczywiście okazało się inaczej i takowy serial jest. Na samą myśl, że miałbym nigdy nie zacząć tego serialu oglądać, sam mam ochotę walnąć się w głowę cegłą. Jak zapewne już wiecie, mowa o "Supernatural" stacji CW, który jest oficjalnie najdłużej emitowanym serialem tejże telewizji. Jest emitowany nieprzerwanie, sezon w sezon od 2005 roku, a już teraz, w czasie trwania serii 12 został przedłużony o kolejną - 13. Mimo różnych momentów, lepszych, gorszych, genialnych, nijakich - "Supernatural" ma się znakomicie i trzyma stałą, wierną i liczną widownie, więc nie ma absolutnie żadnych powodów ku temu, żeby się martwić o jego zakończenie. Powiem tak.: dopóki dwie gwiazdy SPN, Jensen Ackles i Jared Padelecki będą chcieli go robić, dotąd będzie on powstawał. I wiecie co? I bardzo dobrze!

niedziela, 9 kwietnia 2017

Najmniejszy, a zarazem największy ze wszystkich superbohaterów - czyli o Spider-Manie słów kilka(set)



"With great power comes great responsibility."

"Z wielką siłą przychodzi wielka odpowiedzialność."

Patrząc na wystrój bloga, moje poprzednie posty, czy choćby moją pokaźną liczbę koszulek z Batmanem, można by pomyśleć, że jest on moim ulubionym bohaterem, i że nikt nie może się z nim równać. Ku (być może) zaskoczeniu niektórych muszę powiedzieć, że nie jest do do końca prawda. Jest ktoś, kto może się z Mrocznym Rycerzem nie tylko równać, ale przez długi czas był mi nawet droższy. Jedyny w swoim rodzaju, Niesamowity, Spektakularny - Spider-Man.

To jeden z tych postów pisanych "na żywioł", bo tak naprawdę nie mam na niego żadnego planu, a to co przeczytacie zapowiada się po prostu na jedną (wielką?) improwizację z mojej strony. Co mnie natchnęło? W ostatnim czasie mam mimo wszystko więcej kontaktu z Batmanem, czytam go zdecydowanie więcej i częściej, jednak zawsze, kiedy tylko mam zły nastrój, sięgam po historie ze Spider-Manem. Mają coś w sobie. Tak się złożyło, że przez ostatnie dni w tyn celu często sięgałem po komiksy z Pająkiem, i po raz kolejny spełniły swoją rolę, a ja stwierdziłem, że koniecznie muszę o Spider-Manie napisać. Nic konkretnego, tak po prostu - od serca. Jakie mam wspomnienia z nim związane, jak w ogóle został sporą częścią mojego życia, i co czyni go tak wyjątkową postacią. Tak jak wspomniałem, zapowiada się spora improwizacja z mojej strony, znając mnie, pewnie odpłynę, więc mam nadzieję, że jesteście przygotowani na dłuższy tekst.

sobota, 1 kwietnia 2017

"Power Rangers", czyli siła przyjaźni



Chyba każda osoba urodzona w latach 90, bądź na początku XXI wieku wie, kim są Power Rangers. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek z tego przedziału wiekowego choćby nie słyszał o Wojownikach Mocy. Sam również do tej grupy należę. Ileż to razy biegało się po podwórku z drewnianym kijem symbolizującym miecz i w czerwonej koszulce krzycząc "Ha, ja jestem czerwonym!", słysząc tylko w odpowiedzi "nie, wcale nie, ja chcę być czerwonym!", i tak dalej. Zmierzam do tego, że "Power Rangers" to chyba jedna z najbardziej nostalgicznych marek w obecnych czasach, kiedy to osoby, które na ich oglądaniu się wychowały są już dorosłe i z tęsknotą i nostalgią spoglądają na dawne czasy. Teraz, w 2017 roku, czyli prawie 25 lat po debiucie pierwszej serii serialu - "Mighty Morphin Power Rangers" studio Lionsgate przynosi nam wysokobudżetową wersję przygód Wojowników Mocy. Jak wspomniałem, wydaje mi się, że nostalgia byłaby wystarczająco silnym powodem, dla którego dużo ludzi wybrałoby się film zobaczyć. I tak też jest. Ale czy "Power Rangers" jest kolejną bezsensowną papką stworzoną żeby żerować na wspomnieniach widzów? Odpowiem już na samym początku. Nie, nie jest. Czy jest świetnym filmem? Nooooooooo... nie. Też nie jest. Rzecz w tym, że wcale nie musiał.

wtorek, 21 marca 2017

"Batman: Mask of The Phantasm", czyli jedyny, prawdziwy Batman



Dwa posty wcześniej pisałem laurkę miłosną dla serialu "Batman: The Animated Series". Wydaje się więc oczywiste, że muszę ciągnąć to dalej, jeśli jest jeszcze coś, co mogę obrzucić śpiewami pochwalnymi. I jest. Na podstawie serialu w 1993 roku powstał wysokobudżetowy film animowany, "Batman: Mask of The Phantasm", który trafił do amerykańskich kin w grudniu wyżej wspomnianego roku. I o ile, jak już kiedyś pisałem, serial kocham i uważam za najlepszy, jaki oglądałem, to film nie tylko wziął to co w nim najlepsze, ale także dodał wiele od siebie, co sprawiło, że go zwyczajnie przebił. Cholera. Trochę pogmatwałem. To można przebić arcydzieło? No... jak widać można. "Maska Batmana" (tak, taki jest polski tytuł tego filmu, nie wiem, naprawdę nie wiem jaki ignorant to tłumaczył, ale powinien zostać wyrzucony z roboty na zbity pysk :) ) to najlepszy FILM o Mrocznym Rycerzu jaki kiedykolwiek powstał. Nolan? Pfff. Burton? Meh. Schumacher? Buahahaaha! Nie. Paradoksalnie, to właśnie film animowany najlepiej oddał na dużym ekranie genezę, charakter, jak i cały sens Batmana. Moje biedne fanbojskie serce pęka, kiedy widzę, jak bardzo mało osób zna tę produkcję, kłócąc się tylko o to, czy lepsze są filmy Tima Burtona, czy Christophera Nolana oraz o to, który z nich najlepiej ukazał postać Mrocznego Rycerza. A tu okazuje się, że odpowiedź jak powinien wyglądać idealny film o Batmanie nie leży ani u jednego, ani u drugiego reżysera.

czwartek, 16 marca 2017

"Wiedźmin 3: Dziki Gon", czyli narodowa duma



Patriotyzm może mieć różne formy. Sam się właśnie o tym przekonałem. Ostatnio, po długim, dłuuugim czasie ukończyłem "Wiedźmin 3: Dziki Gon". I wiecie co? Jestem dumny z bycia Polakiem. Nasza rodzima produkcja to jedna z najlepszych gier ostatnich lat i jedna z najlepszych gier w jakie w życiu grałem, cóż, jeśli koniecznie muszę to jakoś doprecyzować, to take zdecydowane TOP 5. Polscy twórcy, firma CD Projekt RED powinni być wzorem dla wielkich, zagranicznych molochów branży gier video (tak, to głównie do was EA, Activision, Ubisoft, KONAMI), i basta.

Zresztą, jeśli ktoś nie wierzy mnie, wystarczy spojrzeć na fakty. Ponad 800 branżowych nagród (rekord, a jakże), setki tytułów "gry roku" na łamach największych światowych serwisów tematycznych. To mówi samo za siebie. "Wiedźmin" nie jest już tylko oczkiem w głowie Polaków i obiektem kultu w kraju nad Wisłą. Stał się międzynarodową marką, która zyskała uznanie na całym świecie i, jak mówiłem wcześniej, wywindowała nasze rodzime studio CD Projekt RED do panteonu deweloperów gier wideo. Poświęciłem na "Wiesława" dobre 100 godzin życia, a i tak nie oczyściłem chyba nawet połowy mapy świata z wszelakich dostępnych "znajdziek" i atrakcji, skończyłem główny wątek fabularny oraz, w miarę możliwości, chyba wszystkie (albo znaczną większość zadań pobocznych). A przede mną jeszcze dwa wielkie fabularne dodatki zapewniające kolejne kilkadziesiąt godzin zabawy. Piszę to wszystko, żeby w jakiś sposób zobrazować wam jak OGROMNA jest to gra i jak wiele przygód oczekuje na nas na każdym kroku w świecie Geralta z Rivii.